70. rocznica deportacji Żydów z getta łódzkiego do KL AuschwitzHistoria

08.08.2014

70 lat temu, 9 sierpnia 1944 r., rozpoczęła się likwidacja Litzmannstadt Ghetto. W ciągu trwającej nieco ponad trzy tygodnie akcji do niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau, deportowano ok. 67 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci.

Z badań historyka Muzeum Auschwitz Andrzeja Strzeleckiego, autora książki Deportacja Żydów z getta łódzkiego do KL Auschwitz i ich zagłada wynika, że 67 procent z nich zostało zamordowanych w komorach gazowych. Jedynie nieco ponad 3 tysiące umieszczono w KL Auschwitz jako więźniów zarejestrowany, a ok. 19 tysięcy przeniesiono bez zarejestrowania do innych obozów koncentracyjnych.

Jak powiedział dyrektor Muzeum Auschwitz, dr. Piotr M.A. Cywiński historia deportowanych do Auschwitz z Łodzi ma dla niego także bardzo osobiste znacznie. — Z getta łódzkiego, w ostatnich wielkich transportach do Auschwitz zostali, przywiezieni m.in. Marian Turski, Noah Flug i Roman Kent. Marian Turski dziś mieszka w Warszawie, jest historykiem Polityki. Noah Flug zmarł niedawno w Jerozolimie. Roman Kent w USA zasiada m.in. w zarządzie Claims Conference. To trzej koledzy z łódzkiej szkoły, z jednej klasy, z jednej niemalże ławki. Przeżyli — mówił dyrektor Cywiński.

— Po latach każdy z nich został członkiem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej i w ten sposób ich poznałem. Pamiętam, jak cała trójka szła jeszcze niedawno między blokami byłego obozu Auschwitz I, ja szedłem z nimi. Powiedzieli mi o tym, że pochodzą z jednej klasy. I że przeżyli. I że są. I ile to dla nich znaczy, że po latach mogą dalej razem pracować na rzecz pamięci. To ich świadectwo było zwycięstwem samym w sobie — podkreślił.

Andrzej Strzelecki w swojej książce wspomina inną postać, która przyczyniła się do zachowania pamięci o historii Żydów deportowanych z getta Litzmannstadt. W połowie sierpnia 1944 r. Załmen Lewental, jeden z członków Sonderkommando, znalazł wśród rzeczy pozostawionych przez zabitych w komorze gazowej Żydów z getta łódzkiego, pamiętnik nieznanego Żyda, przedstawiający jego przeżycia w getcie, napisany w formie listów do przyjaciela. Po zapoznaniu z treścią pamiętnika najbliższych towarzyszy, zaopatrzył go w komentarz i zakopał w metalowej puszcze w pobliżu jednego z krematoriów. W 1961 r. dokumenty te odnaleziono i w kilka lat później opublikowano.

„W dopisanym komentarzu Lewental stwierdził, że ukrył pamiętnik, aby praca nieznanego Żyda łódzkiego „nie poszła na marne”, i „by świat w przyszłości” mógł dowiedzieć się o gehennie Żydów z getta łódzkiego” — czytamy w książce.

Pamięci Żydów z getta łódzkiego poświęcona jest również inna publikacja wydana przez Muzeum, Europa według Auschwitz. Litzmannstadt Ghetto pod redakcją Marka Millera. 500-stronicowa kronika łódzkiego getta oparta jest wyłącznie na tekstach źródłowych: relacjach, pamiętnikach i wspomnieniach osób, które ocalały. Śp. Julian Baranowski, kustosz Archiwum Państwowego w Łodzi, któremu autorzy dedykowali książkę, we wprowadzeniu do publikacji napisał: „Pozycja ta różni się zasadniczo od naukowych opracowań, stanowiąc «żywą» monografię getta napisaną przez samych mieszkańców dzielnicy.”.

Litzmannstadt getto

Getto zostało utworzone w lutym 1940 r. w Łodzi, przemianowanej w kwietniu tegoż roku przez okupacyjne władze niemieckie na Litzmannstadt. W getcie, oprócz żydowskich mieszkańców Łodzi, przebywali również Żydzi przesiedleni z tzw. Kraju Warty (część zachodniej Polski włączona bezpośrednio do III Rzeszy), deportowani z Niemiec, Austrii, Protektoratu Czech i Moraw, Luksemburga, a także Romowie. W 1942 r. ponad 70 tys. Żydów oraz ok. 5 tys. Romów zostało wywiezionych z getta i zamordowanych w ośrodku zagłady Kulmhof. W późniejszym okresie deportacje zostały wstrzymane, a getto stało się ośrodkiem niewolniczej pracy, w którym dziesiątki tysięcy osób pracowało na potrzeby gospodarki Rzeszy. Po decyzji Heinricha Himmlera o likwidacji getta od końca czerwca do poł. lipca 1944 r. zamordowano w Kulmhof ponad 7 tys. Żydów. W sierpniu kolejne transporty kierowane były do Auschwitz. Ogółem zostało deportowanych do Auschwitz ok. 67 tys. osób, z czego ok. 45 tys. zostało zamordowanych w komorach gazowych – część natychmiast po selekcji na rampie, część zaś po pewnym okresie pobytu w tzw. obozach depozytowych (Durchgangsjuden). Jedynie nieco ponad 3 tys. Żydów zarejestrowano w obozie, a pozostałych 19 tys. przeniesiono do innych obozów koncentracyjnych. Z ponad 200 tys. Żydów z getta Litzmannstadt ocalało jedynie od 7 do 10 tys. osób (5%).

Za: Auschwitz od A do Z. Ilustrowana historia obozu

Fragment relacji b. więźniarki Racheli Grynglas-Grynfeld

Znaleźliśmy się wszyscy całą rodziną w miejscu, w którym stały przygotowane dla nas pociągi. Nie były to normalne pociągi. Składały się z bydlęcych wagonów. I kiedy „pakowano” nas do jednego z tych wagonów, odczuliśmy to od razu jako wielką tragedię. Wieziono nas bardzo długo, nie informując dokąd. W wagonie nie było prawie żadnych okien. Wszystkie otwory były zamknięte i przysłonięte widocznie po to, abyśmy nie mogli zorientować się dokąd jedziemy. Było bardzo ciasno. Ludzie leżeli jeden na drugim.

Fragment wspomnień b. więźniarki Sary Sznek-Bosak

Getto opuściliśmy w końcu sierpnia 1944 r. Nie wiedzieliśmy dokąd jedziemy. Do obozu jechaliśmy w wagonach dla bydła, bez toalety (pośrodku stało wiadro). Było tak ciasno, że mój mąż stał, aby ja, skurczona, mogła się położyć. Tak jechaliśmy na zmianę całą drogę. Po trzech dniach pociąg się zatrzymał. Rozległ się rozkaz: wysiadać! Niemcy nie pozwolili nam zabrać żadnych paczek z wagonów ani pomagać sobie przy wysiadaniu. Oddzielono kobiety od mężczyzn.

Fragment wspomnień b. więźniarki Jadwigi Trębasiewicz

Na transport dziesięcio- dwunastoletnich chłopców z łódzkiego getta natknęłyśmy się w czasie rannego marszu w przejściu między obozem męskim a „Meksykiem” (potoczna nazwa sektoru BIII obozu Auschwitz II-Birkenau – PS). Ustawili dzieciarnię w miejscu, naprzeciw którego za drutami znajdowała się tkalnia, i czekali. Prawdopodobnie znów się coś w machinie zacięło. Gromada Dzieci stałą w ponurym milczeniu: widać było, że dotknęło ich OSTATECZNE (org.), od którego nie ma wybawienia. Tylko jeden chłopak lamentował cicho, rozmazując twarz łzami. Lalka (jedna ze współwięźniarek Jadwigi Trębasiewicz – PS) zatrzymała się i powodowana nagłym odruchem otarła mu buzię. Chłopiec, nie przestając szlochać, skarżył się: Ja wiem, że nas prowadzą do komina. Dziewczyna zaczęła go pocieszać, że to nieprawda, że wszyscy chłopcy po „kąpieli” dostaną pasiaki i będą pracować w polu. Dziewczyny spojrzały po sobie i potwierdziły: Tak, będziecie pracować jak my. Kłamały, ponieważ los był przesądzony, a nadzieja mogła osłodzić ich przedostatnie chwile. Za tę rozmowę spotkała nas kara: w południe musiałyśmy „skakać żabki”.