Podejrzani zwolnieni z aresztuAntysemityzm

14.02.2014

Sąd Okręgowy w Lublinie 13 lutego zdecydował o zwolnieniu z aresztu czterech mężczyzn podejrzewanych o rozwieszanie w tym mieście antysemickich plakatów. Tym samym sąd uznał, że mężczyźni nie działali w grupie zorganizowanej oraz że nie będą utrudniać śledztwa na wolności.

W areszcie od 24 stycznia przebywali: Krzysztof K. (syn byłego profesora UMCS), Bartłomiej K., Łukasz P. oraz Krzysztof K. (pracownik Muzeum na Majdanku). Wcześniej zostali oni złapani przez policjantów podczas wieszania plakatów przedstawiających wizerunki osób zajmujących się tematyką polsko-żydowską. Na plakatach umieszczono również hasła: "Syjoniści won z Lublina" oraz "Nasze ulice, nasze kamienice". Według informacji podanej przez media, przynajmniej dwa z tych plakatów zostały wydrukowane na sprzęcie należącym do Muzeum na Majdanku. Krzysztof K. został przez muzeum zwolniony z obowiązku świadczenia pracy.

- W grupie był podział ról. Ktoś projektował plakat, ktoś dorabiał grafikę, ktoś inny to drukował - zapewniał w rozmowie z GW Janusz Wójtowicz, rzecznik prasowy komendy wojewódzkiej. - Grupa działała w sposób przemyślany i rozmyślny. Razem z plakatami mundurowi znaleźli listę miejsc, w których powinny być rozwieszone. Pokrywała się z lokalizacjami, których nie obejmują kamery monitoringu.

- Brak jest jakichkolwiek dowodów, aby istniała taka grupa. Z materiału dowodowego to nie wynika. Nie świadczy o tym też to, że jakieś osoby podejmują wspólne działania i mają wspólne poglądy - tłumaczył sędzia Artur Ozimek. - W grupie musi być struktura, podległość i przywództwo - zaznaczył. Wytknął też prokuraturze i sądowi rejonowemu, że nie wykazano, aby podejrzani na wolności mogli utrudniać śledztwo. - Taka obawa musi być potwierdzona dowodami lub poszlakami. To, że ktoś nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów, jest realizacją prawa do obrony - podkreślił.

Kilka dni po zatrzymaniu mężczyzn, na murze w pobliżu mieszkania jednego z policjantów pojawiła się groźba: "Skończysz jak Papała".

- Jedno mogę powiedzieć, jeśli chodzi o środowiska skinheadowskie: idziemy po was - oznajmił w ubiegłym roku szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz. Chcieliśmy zapytać o efekty tych działań, jednak rzecznik prasowy ministra nie znalazł czasu, aby udzielić nam odpowiedzi.