Narastająca w Europie przemoc skierowana wobec muzułmanów czasem idzie w parze z antysemityzmem, co przypomina nam starą prawdę - z nienawiści marny sojusznik.Antysemityzm

02.11.2015

Od mniej więcej dekady można w całej Europie zaobserwować wzrost popularności politycznych postaw antyimigranckich. Duża ich część jest jawnie antyislamska. Wśród osób popierających antyimigranckie partie w całej Europie nie brakuje Żydów, których dużym poparciem cieszy się np. francuski Front National a cieszyłby się nim dalej pewnie i Geert Wilders w Holandii, gdyby nie jego jawnie antysemickie sympatie.

Rozumowanie jest proste: wśród imigrantów z Bliskiego Wschodu antysemityzm jest silniejszy niż wśród rodowitych Europejczyków, w związku z czym ich przybycie pogorszy sytuację Żydów w Europie. Żydzi tak rozumujący zdają się zapominać, że sami byli niedawno tak niechcianymi "obcymi" i myśleć, że w jakiś sposób status ten został im odebrany i stali się tubylcami. Wiara w asymilację, która uchroni nas przed statusem "obcych" i związaną z nim agresją widocznie wciąż nie umarła i gdy na horyzoncie pojawiają się "nowi obcy" wielu z nas staje w szeregu z tymi, którzy ich nie chcą.

Nie należy jednak daleko szukać przykładów krótkowzroczności takiego myślenia; ataków na cele żydowskie dokonują tego samego rodzaju sprawcy, co atakujący cele muzułmańskie. Czasem są to nawet jedni i ci sami ludzie, jak w Austrii, gdzie przed kilkoma dniami nieznani sprawcy najpierw pomazali swastykami cmentarz żydowski, a potem muzułmański.

Raz uwolniona nienawiść nie różnicuje i nie dyskryminuje: jej celem może paść tak samo muzułmanin, Żyd, lesbijka czy przedstawiciel którejkolwiek z grup społecznie represjonowanych.

Zamiast więc stawać w szranki z rasistami, może warto by połączyć siły z tymi, którzy z nienawiścią walczą?

 

Zapraszamy do dyskusji