Paryskie ataki były dla wielu okazją do powiedzenia "a nie mówiłam/em?" Mobilizacja ruchów nacjonalistycznych, a w nich też neofaszystowskich, jest faktem. "Palenie Żyda" we Wrocławiu było jawną deklaracją intencji.Antysemityzm

19.11.2015

W środę wczesnym wieczorem działacze Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej, organizacji otwarcie antysemickich, zebrali się na placu przed ratuszem wrocławskim. Wykrzykując niedopuszczalne hasła, robili to, czego polski kodeks karny zakazuje - wzywali do nienawiści na tle religijnym i rasowym. Wśród wrzasków o nadciągającej "dziczy muzułmanów", którzy przybywają by "gwałcić i mordować", spalono kukłę Żyda, tj. kukłę ubraną w chałat, czarny kapelusz i pejsy.

Tak się składa, że zdarzenia we Wrocławiu miały miejsce kilka godzin po tym, jak Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP wystąpił do organów bezpieczeństwa o zwiększenie środków ochrony. ZGWŻ uzasadnił swoją prośbę napływającymi z różnych miejsc w kraju sygnałami o rosnącym zagrożeniu. Prośba ta, jak i argumentacja nie spotkały się ze zrozumieniem Komendy Głównej Policji, ani Centralnego Biura Śledczego. Według polskich służb zagrożenie nie istnieje.

W obliczu tego, jak bardzo brutalizują się język i działania skrajnej prawicy w Polsce, oraz sygnałom docierającym z różnych miejsc w kraju, jako polscy Żydzi czujemy się zagrożeni.

Tylko w tym roku brutalne ataki antysemickie (ostatni kilka godzin po wydarzeniach wrocławskich; w Marsylii zaatakowano nożem nauczyciela żydowskiej szkoły) miały miejsce w wielu krajach europejskich. Wrocławskie wydarzenia pokazują, że nie możemy myśleć, że w Polsce takiego zagrożenia nie ma.